Translate

wtorek, 19 kwietnia 2016

WARSZAWA!

Pierwszy post z telefonu więc bądźcie wyrozumiali! :)

Długo zbierałam się żeby napisać post o wcześniej wspomnianej cudownej Warszawie. Niestety problemy ze zdrowiem i natłok obowiązków sprawiły że znowu pojawiła się mała przerwa :) Ale do rzeczy!
Przed moimi imieninami zostałam "porwana" po zajęciach na wycieczkę(jak się okazało później do stolicy). Wcześniej odwiedzając rodzinę czy znajomych widziałam miasto z tej - (pozwólcie sobie że to tak nazwę) produkcyjnej strony. Z opowiesci również nie pamiętam aby ktoś mówił mi coś dobrego o Warszawie - ciągle tylko pośpiech,praca,samochody i brak czasu na cokolwiek.Dopiero w poniedziałek miałam okazję przekonać się że Warszawa to coś więcej i że naprawdę da się lubić :) Przy wcześniejszych wizytach na ulicach nie widziałam rodzin spedzajacych wspólnie czas w stylu " szczęśliwi czasu nie liczą "tylko zawsze zabieganych ludzi. Kolejne skojarzenie -praca,praca,praca i brak czasu na chwilę spokoju czy wyjście z rodziną na świeże powietrze ( z resztą jak powietrze w Warszawie może być czyste przecież liczba samochodów i korki jakie tam są to masakra!) No ale nie przedłużając - podczas tej wycieczki odkryłam że mamy przepiękna stolicę. Zrozumiałam jak płytkie było moje myślenie bo ocenilam i zniechecilam się do miasta bez całkowitego poznania :)  Totalnie zakochałam się w łazienkach królewskich. Spędziliśmy tam 2 godziny a było mi ciągle mało. Architektura,zieleń i cudowne wiewiórki które przybiegaly przy wystawieniu ręki sprawiły że poczułam się jak w bajce :)
Było mnóstwo ludzi - rodzin,par czy samotnie spacerujących osób. Na ławkach, na trawniku -dosłownie wszędzie. Zabrakło mi w tamtej chwili tylko koca i koszyka piknikowego. Kolejnym punktem na trasie naszej wycieczki była warszawska starówka. Muszę przyznać że tutaj tak zachwycona nie byłam jednak troszkę moje serduszko drgnęło :) Najmilszym zaskoczeniem na starówce byli starsi panowie którzy grali na róznych instrumentach i do tego śpiewali. Ich muzyka niosła się po całej starówce co dodatkowo pomogło mi się wczuć w klimat :) Zwiedziliśmy chyba każda możliwa uliczkę starego miasta,później przeszliśmy pod Grób Nieznanego Żołnierza i pojechaliśmy na obiadokolacje przed powrotem. Jeśli ktoś by mnie teraz zapytał o Warszawę - bez wahania odpowiedziałabym że jest piękna - trzeba tylko umieć patrzeć.
Tak samo jest z ludźmi. Trzeba poznać ich z każdej strony i najlepiej osobiście bo opowieści często mijają się z prawdą :)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Zmiany,diety,zmiany.

Na warsztatach mnóstwo osób pytało mnie o to jak osiągnełam mój mały sukces - od zakompleksionej smutnej dziewczyny stałam się pewną siebie,szczuplejszą i przede wszystkim szczęśliwą i spełnioną kobietą. Co do duchowej przemiany nie jestem w stanie (jak narazie) się z Wami tym podzielić ale postanowiłam dać Wam kilka wskazówek co do wagi :) 
Kolejnośc jest zupełnie przypadkowa,nie jestem dietetykiem więc sa to tylko moje uwagi,które mi pomogły i mogą Wam posłużyć za radę : 
1.Woda,woda i jeszcze raz woda! 
Ciężko jest się przyzwyczaić do wypicia min. 1,5 litra ale to naprawdę pomaga. Ważne jest to,że musi być niegazowana (kawa,herbata i inne napoje nie wliczają sie do tego 1,5). Pomocne dla mnie było posiadanie 3 małych butelek - jakoś to wpływało na psychikę i łatwiej było je wypić niż z takiej ogromnej butelki.
2.Zero przetworzonej żywności.
Uzależniona od gotowych  dań,sosów, mieszanek przypraw, słodyczy i słodkich napojów uważałam,że nic nie zastąpi ich smaku. Teraz wiem,że żyłam w błędzie i da radę funkcjonować bez tego.Co najlepsze moja cera się poprawiła a przygotowywanie potraw bez gotowych przypraw jest naprawdę fajne! (Mówiąc fajne mam na myśli kombinowanie ze smakiem). Tutaj wspomnę też o soli. Warto ją ograniczyć i zamienić na zioła ( np.bazylia,estragon, majeranek) działa w 100% i po 2 tygodniach sól nie będzie Wam do niczego potrzebna.
3.Zdrowe fast foody.
Kolejne uzależnienie,które myślałam,że zostanie ze mną na zawsze. Masz ochotę na hamburgera? Możesz go zjeść ale pamiętaj,że nie musi być z Mc Donalds'a czy ociekający tłuszczem (bułka pełnoziarnista + warzywa+ domowej roboty kotlet drobiowy oraz sos czosnkowy z jogurtu naturalnego i wychodzi przepyszny fit fast food)
4.Węglowodany proste zamień na złożone.
Złe:  słodycze, ciastka,białe pieczywo
Dobre: kasza,pieczywo pełnoziarniste, ciemne makarony (białe ugotowane al'dente też są okej!)
5.To,że jesteś na diecie nie znaczy że masz odrzucić kazdy rodzaj tłuszczy.
Tutaj też trzeba je podzielić na te dobre i te złe. Pamiętajcie,że oleje roślinne, z pestek winogron,linany jak i oliwa z oliwek jest okej :) 
6.Nabiał!
Jak wiadomo wszędzie głośno o białku.Wcześniej słysząc,że ktoś jest na diecie to pierwsze co miałam w głowie to białko :D W moim przypadku sprawa jest utrudniona ponieważ mam skazę białkową. Mimo to pozwalam sobie na kefiry,jogurty naturalne czy maślanki jednak muszę pamiętać o umiarze. A no i ważna rzecz - jeśli jogurty to tylko naturalne - te smakowe mają więcej chemii niż to warte i wcale nie są zdrowe nawet jeśli widnieje na nich napis "0% tłuszczu" ;) 
7.Słodycze.
Lubisz je? ja też szalałam na ich punkcie ale nie wnosiły nic do mojej diety ani życia oprócz chwili radości :) Zastąp je suszonymi owocami,pestkami dyni czy chipsami owocowymi lub warzywnymi (polecam frytki z marchewki bądź batatów pychota!) 
8.Posiłki.
Temat rzeka. Najważniejsze to aby śniadanie zjeść w przeciągu godziny od wstania a kolację 2-3 godziny przed zaśnięciem. Ile jeść posiłków? 4-5 co 3-4 godziny. Pierwsze 2 tygodnie były dla mnie straszne bo przyzwyczajona byłam do jedzenia ile chcę i kiedy chcę. Później jadłam już mniej niż zwykle bo organizm nie potrzebował tyle jedzenia ile dla niego przygotowałam :) Najgorsze dla mnie było to,że nie jadłam w dzień a na wieczór zapychałam się wszystkim co wpadło mi w ręce.A wskazówki napisane wyżej pomogły mi to zwalczyć.
9.Jedzenie.
W sumie to ciekawy punkt.Cały wpis mógłby być nazwany "Jedzenie" a tu dopiero na miejscu 9 taki nagłówek. O co chodzi? O czas. O to,żeby jeść powoli,smakować i odczuwać każdym kubkiem smakowym daną potrawę.  Dobra żartowałam. Chodzi o mózg. Dopiero po 20 minutach dociera do niego informacja,że zjedliśmy więc jedząc wolniej zjemy po prostu mniej a nadal tyle ile potrzebujemy.
10.Podjadanie.
Na ostatnim miejscu jest cudowny punkt,który był moim kolejnym przekleństwem. Jadłam w drodze na uczelnie, oglądając serial,gotując, siedząc przed komputerem. Całe szczęście oduczyłam się tego - to tylko nawyk (okropny ale nawyk!), który uprzykrza nam życie. Za każdym razem kiedy mam ochotę coś podjeść wystarczy wypić szklankę wody (zostanie już tylko 1,25 litra do wypicia dziennie!) albo zjeść zdrowe "słodycze" o których wspomniałam w punkcie 7.
10 punktów na razie wystarczy, jeśli macie jakieś pytania bądź sugestie - chętnie odpowiem i dowiem się czegoś nowego, konstruktywnego :) 
Na koniec napiszę Wam zdanie,które otrzymałam zaczynając moją przygodę z dietą:
" Tylko Ty decydujesz o tym jak będzie funkcjonował Twój organizm, może warto wprowadzić proste triki, przekształcić nawyki w zdrowe i zacząć cieszyć się pełnią sił i witalności?" 

Powodzenia!

Ściskam i całuję,
Maja N.



sobota, 2 kwietnia 2016

Wróciłam na stałe!

Dawno mnie tu nie było a nawet bardzo dawno. 
Przez te kilka miesięcy wydarzyło się tyle,że nie miałam czasu na cokolwieka tym bardziej na pisanie (niestety dieta i ciało też na tym ucierpiało).
Jeszcze w końcówce 2015 roku przeprowadziłam razem z drugą ambasadorką Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego akcję rejestracji potencjalnych dawców szpiku. Współpracuję z DKMS-em od kilku lat i uważam to za coś cudownego. Poświęcenie 5 minut może uratować komuś życie. 
Cały proces rejestracji jest banalny - polega na pobraniu wymazu z ust, wypełnieniu formularzu
i odesłaniu pakietu do fundacji. Więcej na ten temat możecie dowiedzieć się tutaj : ZOSTAŃ DAWCĄ! 
Natomiast 2016 rok zaczęłam przeprowadzką na swoje mieszkanko, które cały styczeń remontowaliśmy a teraz powoli sukcesywnie urządzamy (sypialnia gotowa w 90%!).

Moja cudowna toaletka!

Niezbędna w urządzaniu wnętrza okazała się IKEA!

A teraz coś właściwego o czym chciałam dzisiaj pisać - 2 tygodnie temu brałam udział w treningu interpersonalnym. Poznałam tam cudownych ludzi, którzy uświadomili mi wiele ważnych rzeczy
i pozwolili uwierzyć w siebie i zrozumieć,że to co robię ma jakiś sens. Dostałam ważną dla mnie lekcję jak i informację - każdy z uczestników czerpał ode mnie pozytywną energię i radość co jest dla mnie mega ważne. Uczucia jakie towarzyszyły tym 3 dniom kiedy miał miejsce trening są nie do opisania,mimo że próbuję je jakoś ubrać w słowa. Myślę,że mogę je nazwać kolejną małą rewolucją w moim życiu :)  
Zagłębiam się w medytacje i poświęcam czas dla siebie - na wyciszenie i uspokojenie myśli.
A jutro (serio,serio!) dodam Wam coś o nawykach żywieniowych,które pomogły mi zmienić się na lepsze (i chudsze) ponieważ wiele osób mnie o to pytało.

Buziaki,
Maja N!