Translate

środa, 18 listopada 2015

Skąd się tu wzięłam?

Wpis typowo o mnie.
Dlaczego jestem w tym miejscu a nie w innym?
Na początek zdjęcie dla zobrazowania :) 
Po lewej stronie ja w dniu castingu - zamknięta w sobie "smutna grubaska" w rozmiarze 42.
Po prawej - pewna siebie,silna kobieta,która może pochwalić się rozmiarem 36 i spełnianiem marzeń!

Cała przygoda zaczęła się 2 września, gdy dostałam informację o zakwalifikowaniu się do „Warmińskich Metamorfoz”. Wiele osób pytało się mnie, dlaczego tam jestem i jak się dostałam. Drugie pytanie było sprawą oczywistą – wysłałam zgłoszenie i po jakimś czasie dostałam e-mail z potwierdzeniem mojego udziału. Dlaczego tam się znalazłam? Wiele osób uważało (i uważa pewnie nadal), że niepotrzebnie. Bliskie mi osoby i te, które oglądały odcinki – wiedzą, że było to potrzebne głównie dla mojej duszy, dla wyleczenia się z kompleksów, ale i akceptacji siebie i zdobycia wewnętrznej siły. Nigdy bym nie pomyślała, że będę pisała do Was i dzieliła się publicznie moimi doświadczeniami, ale teraz wiem, że „Nigdy nie mów nigdy” coś w sobie ma J
Podczas WM (skrót będzie się pojawiał troszkę z mojego lenistwa i wygody) poznałam 9 innych uczestników, cudownych ludzi, od których nauczyłam się chyba najprościej będzie powiedzieć „życia”.
Gdy przyszłam na pierwsze wspólne spotkanie (pamiętam to jak dziś) wszyscy już ćwiczyli i za bardzo nie przejęli się moją obecnością. Ja oczywiście spóźniona, wiecznie skrzywiona, ale starająca się wyglądać poważnie i dumnie, (chociaż z moją samooceną musiało to wtedy wyglądać komicznie) weszłam i czekałam w sumie nie wiem, na co. Przeprosiłam za spóźnienie i chyba liczyłam, że reszta uczestniczek podejdzie i się przywita rzucając mi w ramiona, (co oczywiście nie miało miejsca, bo każda z nich ćwiczyła a ja dołączyłam do nich). Na początku czułam się nieswojo i zastanawiałam się, co ja tam właściwie robię. Byłam najmłodszą uczestniczką na sali i wydało mi się niestosownym fakt, że się zgłosiłam, bo przecież osoby, które były tam ze mną mają większy bagaż doświadczeń i więcej przeszły. Po kilku zajęciach stawaliśmy się sobie bliżsi, staliśmy się rodzinką i ciężko nam było się pożegnać. Teraz wiem, że nasze spotkanie nie było przypadkowe i każdy z nas, (bo w tej cudownej 9 jest też Przemek, który na trening spóźnił się jeszcze bardziej niż ja, dlatego nie został poddany mojej krytycznej ocenie wtedy na ćwiczeniach i kilka zdań wyżej J) ma w sobie cierpienie i przeżycia, ale po tych dwóch tygodniach staliśmy się lepszymi ludźmi.
Na tym krótkim wtrąceniu zakończę pisanie o WM i powrócę do właściwego wpisu – jak mocno pokochałam i zżyłam się z uczestnikami, z organizatorami to składam wielki ukłon do cudownej kobiety, która pomogła mi wyleczyć duszę i stała się pewnego rodzaju przyjaciółką. Myślę, że mogę tak o niej powiedzieć, bo jest dla mnie kimś ważnym i ogromnie bliskim. Za sprawą Agnieszki robię to, co wcześniej uważałam za nieosiągalne i walczę o swoje marzenia. A o nich opowiem i pokaże Wam je już jutro.

Będę wdzięczna za każdą sugestię gdyż domyślam się, że moje pisanie nie jest tym z najwyższej półki, ale doceńcie to proszę, bo się staram.
Dla Was i dla siebie.
Całuję gorąco w tą okropną pogodę,
Maja N.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Hej! Twoja opinia jest dla mnie cenna jednak jeśli ma to być coś złośliwego to proszę - nie marnuj na to swojej klawiatury!