Translate

poniedziałek, 23 listopada 2015

Warsztaty Viva! w Warszawie.

Ostatnio cierpię na brak czasu na wszystko, przez co chyba muszę przestać pisać "jutro dodam nowy wpis" bo już teraz wiem,że jest to nierealne :) częściej można mnie spotkać na instagramie gdzie Was serdecznie zapraszam!
Dzisiejszy wpis poświęce małemu pochwaleniu się co udało mi się stworzyć na warsztatach w Warszawie, w których brałam udział w poprzednim tygodniu we wtorek.
Jak się tam znalazłam? Za sprawą mojej cudownej Agnieszki, która pokazuje mi i jeszcze nadal uczy jak żyć w zgodzie z samym sobą :)
Warsztaty poprowadzili wspaniali Jacek Bonecki i Robert Wolański.
Wiedza i umiejętności jakie uzyskałam są nie do opisania więc po prostu wrzucę Wam zdjęcia :)
Dla ciekawskich : zdjęcia zostały wykonane telefonem Xperia Z Compact i zostały jedynie poddane lekkiej obróbce w Lightroomie.








Mimo złych rzeczy,które czasami mnie spotykają staram się zawsze myśleć pozytywnie. Wiem,że dobro wraca ze zdwojoną siłą i każdy nowy dzień mi o tym przypomina. Warto uśmiechnąć się nawet do przypadkowej osoby - dużo to nas nie kosztuje a przyniesie same pozytywne rzeczy! 
Dla mnie dzisiejszy dzień okazał się wspaniały - spędziłam go z ludźmi, których kocham (moimi wspaniałymi przyjaciółkami! ) i wygrałam karnet na siłownię, który na pewno się przyda w walce o zdrową sylwetkę :) Obiecuję,że kolejny wpis będzie kulinarny! Pochwalę się tylko,że wczoraj robiłam gołąbki gdyż odwiedziła mnie rodzinka a oni wolą polskie specjały niż te "fit dania" ale specjalnie w środę zrobię zdjęcia mojego obiadku i podam dokładny przepis :) 
Tymczasem idę się wykąpać gdyż jutro 6 rano kierunek Gdańsk i kolejne studia. 
Trzymajcie za mnie kciuki!
Całuję,
Maja N.

środa, 18 listopada 2015

Skąd się tu wzięłam?

Wpis typowo o mnie.
Dlaczego jestem w tym miejscu a nie w innym?
Na początek zdjęcie dla zobrazowania :) 
Po lewej stronie ja w dniu castingu - zamknięta w sobie "smutna grubaska" w rozmiarze 42.
Po prawej - pewna siebie,silna kobieta,która może pochwalić się rozmiarem 36 i spełnianiem marzeń!

Cała przygoda zaczęła się 2 września, gdy dostałam informację o zakwalifikowaniu się do „Warmińskich Metamorfoz”. Wiele osób pytało się mnie, dlaczego tam jestem i jak się dostałam. Drugie pytanie było sprawą oczywistą – wysłałam zgłoszenie i po jakimś czasie dostałam e-mail z potwierdzeniem mojego udziału. Dlaczego tam się znalazłam? Wiele osób uważało (i uważa pewnie nadal), że niepotrzebnie. Bliskie mi osoby i te, które oglądały odcinki – wiedzą, że było to potrzebne głównie dla mojej duszy, dla wyleczenia się z kompleksów, ale i akceptacji siebie i zdobycia wewnętrznej siły. Nigdy bym nie pomyślała, że będę pisała do Was i dzieliła się publicznie moimi doświadczeniami, ale teraz wiem, że „Nigdy nie mów nigdy” coś w sobie ma J
Podczas WM (skrót będzie się pojawiał troszkę z mojego lenistwa i wygody) poznałam 9 innych uczestników, cudownych ludzi, od których nauczyłam się chyba najprościej będzie powiedzieć „życia”.
Gdy przyszłam na pierwsze wspólne spotkanie (pamiętam to jak dziś) wszyscy już ćwiczyli i za bardzo nie przejęli się moją obecnością. Ja oczywiście spóźniona, wiecznie skrzywiona, ale starająca się wyglądać poważnie i dumnie, (chociaż z moją samooceną musiało to wtedy wyglądać komicznie) weszłam i czekałam w sumie nie wiem, na co. Przeprosiłam za spóźnienie i chyba liczyłam, że reszta uczestniczek podejdzie i się przywita rzucając mi w ramiona, (co oczywiście nie miało miejsca, bo każda z nich ćwiczyła a ja dołączyłam do nich). Na początku czułam się nieswojo i zastanawiałam się, co ja tam właściwie robię. Byłam najmłodszą uczestniczką na sali i wydało mi się niestosownym fakt, że się zgłosiłam, bo przecież osoby, które były tam ze mną mają większy bagaż doświadczeń i więcej przeszły. Po kilku zajęciach stawaliśmy się sobie bliżsi, staliśmy się rodzinką i ciężko nam było się pożegnać. Teraz wiem, że nasze spotkanie nie było przypadkowe i każdy z nas, (bo w tej cudownej 9 jest też Przemek, który na trening spóźnił się jeszcze bardziej niż ja, dlatego nie został poddany mojej krytycznej ocenie wtedy na ćwiczeniach i kilka zdań wyżej J) ma w sobie cierpienie i przeżycia, ale po tych dwóch tygodniach staliśmy się lepszymi ludźmi.
Na tym krótkim wtrąceniu zakończę pisanie o WM i powrócę do właściwego wpisu – jak mocno pokochałam i zżyłam się z uczestnikami, z organizatorami to składam wielki ukłon do cudownej kobiety, która pomogła mi wyleczyć duszę i stała się pewnego rodzaju przyjaciółką. Myślę, że mogę tak o niej powiedzieć, bo jest dla mnie kimś ważnym i ogromnie bliskim. Za sprawą Agnieszki robię to, co wcześniej uważałam za nieosiągalne i walczę o swoje marzenia. A o nich opowiem i pokaże Wam je już jutro.

Będę wdzięczna za każdą sugestię gdyż domyślam się, że moje pisanie nie jest tym z najwyższej półki, ale doceńcie to proszę, bo się staram.
Dla Was i dla siebie.
Całuję gorąco w tą okropną pogodę,
Maja N.


Wpis z wczoraj, z późnej nocy dodany dzisiaj gdyż zasnęłam!

20 godzina bez snu. Intensywny dzień powoli daje się we znaki ale mimo to mam siłę żeby działać dalej. Prawie miesiąc temu zaczęła się moja przygoda, udział w „Warmińskich Metamorfozach” wywrócił moje życie o 360 stopni. Tak 360 J Wszystko się obróciło i wróciło na „stary tor”* - po 2 tygodniach walki o siebie – nowe ciało i duszę. Od tego czasu stałam się kobietą silną, znającą swoją wartość i pewną siebie. Nauczyłam się, że nie warto kierować swoją energię na ludzi, którzy są w naszym życiu tylko po to aby je utrudniać. Coś ich ukształtowało, coś nimi kieruje i na pewno to nie jest nic pozytywnego. Moje marzenia zaczęły się spełniać powolutku – udało mi się obronić pracę licencjacką z którą walczyłam od czerwca (ba! nawet od grudnia!) i dostałam się na magisterkę! Mogę dumnie stwierdzić, że jestem studentką dwóch kierunków na dwóch uczelniach – Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim jak i Uniwersytecie Gdańskim. Do tego spełniam się w fotografii, jeżdżę na warsztaty i działam w DKMS-ie. Jakby tego było mało przez 3 tygodnie z rozmiaru 42 zeszłam do 36 i w końcu akceptuję siebie! Długo odkładałam napisanie pierwszego wpisu bo zawsze było jakieś ale. Teraz wiem, że te „ale” to tylko wymówki, które nic dobrego nie wniosą a tylko oddalają nas od tego co dla nas ważne J

O czym będzie blog?
Przede wszystkim o mnie. O moim życiu, zmianie odżywiania (zdrowy tryb życia i dieta to nie tylko otręby!) i o pasji jaką jest fotografia. Będą też poruszane tutaj inne ważne kwestie, ale jaki byłby sens zdradzać Wam wszystko od razu?


Mam nadzieję,że do usłyszenia niedługo,
Buziaki,

M.Niedzwiecka



*stary tor – w miarę „normalny” tryb życia (bez treningów, warsztatów i codziennych spotkań z moją wspaniałą 9 J)